Brudna żarówka przy suficie drgała, wypłakując ulotne cienie na cegły zadławione bruzdami nabrzmiałymi od pleśni. Powietrze śmierdziało moczem, zamkniętym śmietnikiem, rozkładem gnijących organów. Pomimo braku gnijącego ciała czy fekaliów w głębi tego wilgotnego jaru, woń nie ulatniała się, ściekała po murach jak tłusty, błyszczący pot.