Z dnia na dzień coraz ciężej jest mi pisać o rzeczach irracjonalnych i pozarozumowych bo wiem doskonale że zaglądają tu ludzie, którzy uważają moje fantazje za nierealne i abstrakcyjne w trakcie gdy ja czuję się błogo kontemplując i rozkładając swoje myśli na części pierwsze. W każdym razie widzę światełko w tunelu, do którego dążę praktykując swoje własne sposoby i nawet wstrętni racjonaliści nie są w stanie mi w tym przeszkodzić.
Wszystkie bakterie, mikroby i jednokomórkowce, które miały zapanować nad moim organizmem okazały się wyjątkowo łaskawe. Chodzę kilkanaście centymetrów nad chodnikiem mimo, że może powinnam być rozgoryczona? Może powinnam wpieprzać po kilkanaście czekolad dziennie, sypać pięć łyżeczek cukru do herbaty i wstrzykiwać sobie do mózgu i krwiobiegu same słodkości by tylko nie czuć goryczy po czym wylądować na oddziale pediatrycznym gdzie jakiś diabetolog (wstrętna nazwa) wciskałby mi suchary na śniadanie, obiad i kolację? Podziękuję. Nie dla mnie takie hity.
Wystarczy mi to, że zostałam wykorzystana do spotęgowania doświadczenia drugiej osoby i czuję się jak #%@*! pomijając ból brzucha, uczucie mdłości i brak czucia w kończynach. W oddali słychać niemrawy głos Followilla, którego za kilka dni znienawidzę i będę gardzić nim przez następne miesiące. Najchętniej położyłabym się teraz spać. Nie mam ochoty nawet na książkę choćby była z kolekcji białych kruków, nawet nie na komercyjne magazyny z uśmiechniętymi paniami z idealnie wygładzonymi twarzami. Mam przyziemne pragnienia, przyziemne i prozaiczne dla czytelników nie pojmujących akcji rozgrywanej w zaciszu rozkochanego serca.
Chcę wiedzieć, że jesteś, czuć Twoją obecność nawet gdy towarzyszą mi tylko bezsilnie opadające liście wyrywane z gałęzi palcami porywistego wiatru. Chcę zatopić się w cieple słów, szeptu i zanurzyć oczy w źrenicach otoczonych brązem. Chcę poczuć bodźce odchodzące od Ciebie przenoszące mnie w kojącą krainę bezpośredniej lekkości zmysłów. Chcę marzyć o tym jak nadzwyczajnie byłoby ...
... byłoby bytować trzymając Twój byt za dłoń do końca swoich dni bez względu na to gdzie, kiedy, po co, za co i jak. Choć nie pogardziłabym Twoją osobą przy moim boku właśnie tu i właśnie teraz. Co więcej, pragnę kumulować powietrze w płucach przepełnione Twoim zapachem, zasnąć ukojona spełnieniem, nasycona Tobą i Twoją obecnością. Zasnąć z przekonaniem, że kiedy tylko otworzę powieki, ujrzę Ciebie wpatrującego się w martwy kawałek ściany czekając na moją pobudkę z herbatą w ręku. I zobaczyć te nieopisane rysy twarzy ... spędzić idealnie dzień aż do następnej nocy.
Szukam burzy. Szkoda, że nie ma jej na mapie.