Never meant to belong.

Zamiast wyjąć z torebki pełnej niepotrzebnych rzeczy myśli te najbardziej istotne i znaczące, te męczące mnie bezustannie niezależnie od sytuacji, w której się znajduję bujam się na krześle do przodu i do tyłu trzymając głowę na pudle rezonansowym co w myśleniu mi nie pomaga wręcz przeciwnie. Jakiś kwaśny error chodzi mi po głowie albo zwyczajnie przypomina mi o moim istnieniu. Mogę tu gnić, moje marne tęskniące komórki łączą się ze sobą tworząc grubą warstwę kurzu na ciele, która jest co chwilę usuwana. Przykro mi. Jestem szczera, jest mi przykro i nie wiem co z tym zrobić. Mogę zwalczyć swój żal ale jednocześnie rodząc nowy. Usuwanie kurzu jest przyjemne ale w głębi duszy naprawdę cholernie mi przykro i chcę jak najszybszego powrotu do siebie. Pamiętaj, co Twoje to i moje. Jeśli żal żalu nie usunie będę umierać dalej. Wybuchnę, zdezintegruję wszystkie możliwe tkanki na milion kawałków. Będę stęchlizną w Twoich nozdrzach, płucach, krwi, wniknę do mózgu i jak wszyscy bezsensowni idealiści będę zmieniać świat, niszczyć i deptać. Przykro mi.Wiem co powinnam. Powinnam kochać dalej a nie od nowa.


Wróć. Nie daję rady i zabierz Sąsiada.
Potrzebuję. Pragnę. Umieram.

W Średniowieczu ścięliby mnie albo powiesili. Tymczasem proszę o łagodny wyrok albo uniewinnienie czego spodziewać się nie mogę. Przykro mi, naprawdę.