Pustka.

Wystarczy mi kawałek niebieskiego nieba otulonego delikatnie puszystą, białą chmurą i zaledwie jeden gorący promień słońca nadający blask mojej buźce i wywołujący nieodgadniony uśmiech. Teraz nie czuję się na tyle dobrze by móc rozwodzić się nad jakąś mniej lub bardziej ważną sprawą, opisywać minione chwile i wtrącać różnego rodzaju dygresje. Jestem zupełnie rozkojarzona, tak już od kilku dni. Być może to przez mój niedobór żelaza, wapnia albo magnezu... a może po prostu jestem przemęczona natłokiem obowiązków i mniej obowiązkowych myśli  i rozważań. Kiedy wpatruję się w przestrzeń własnej głowy, widzę taką pustkę, jak na blacie przede mną, gdzie stoi pusty kubek po herbacie. Jestem optymistycznie nastawiona na każdy następny dzień, chociaż czasami brakuje mi sił by podnieść tyłek i iść do przodu.