Wspomnienie lata.

Doskonale pamiętam ten dzień. A kiedy leniwie przymykam powieki, jak za mgłą widzę przyłożoną mą twarz do deski. A kiedy rzęsy już dotykają całkowicie polików, dzielnie analizuję każde wgłębienie, każdą wnękę i wyżłobienie. Otwarłszy ospale oczy jakby obudzone ze snu, dostarczam im ciepłego światła zachodzącego słońca, trzepocąc rzęsami ogłupiam się rażącym blaskiem promieni po czym gwałtownie otwieram je, zamykam. Otwieram i zamykam nie mogąc uwierzyć, że tak szybko udało mi się zasnąć.

Delikatny, jednorazowy i kojący chłód wiatru objął mnie z każdej strony choć był gorący jak dmuchające słońce, poczułam zapach lata i smak letniej wody na dolnej wardze po czym wstałam i skapnęła mi na pierś skwiercząc jak na rozgrzanym asfalcie. Upalny wieczór.

Rozglądając się wokół siebie i nie widząc sensu egzystencji jedynie dla popapranej natury, która pali mą skórę, zmieniłam pozycję chcąc znów położyć się na wcześniej rozgrzanych ciałem deskach i już oczu nie otworzyć kiedy to na plecach poczułam dłoń tak miłą, tak mi znaną do dziś. Dotyk subtelny a zarazem stanowczy prowadzący mnie ku górze, jakby podbudowujący, pocieszający tak kochany.

Kradłam blask z jego oczu jakby wyrwanych z potrzasku bojąc się, że za chwilę zostaną czymś przyćmione albo, co gorsza, przykryte powiekami. Kradłam pocałunki niczym ostatnie krople wody na bezkresnej pustyni , bojąc się, że się zamkną albo co gorsza, zaczną mówić. Chciałam, żeby jego włosy się nie kończyły, by przez moje palce toczyły się tak swobodnie jak ten letni wiatr, który bez skrępowania pakował się między wąskie szczeliny między naszymi ciałami.

Swoboda.
Podniecenie.
Pochłonięte bicia serc.

Czuję wyzwolenie tylko wtedy gdy wiem, że zaraz stracę wolność. Teraz stojąc na skraju wszystkiego, nie mogę się wyleczyć z choroby całkiem znajomej bowiem wyczuć go w mroku jest mi łatwiej niż znaleźć o brzasku dnia. I uwierzcie mi, wcale nie chciałam postradać dla niego zmysłów. Niewiele potrzeba by ożywić we mnie pożądanie ale jak wiele trzeba by rozbudzić fantazję i zachwyt. Jest tylko jedno żyjątko w całym wszechświecie, które najpierw mnie zachwyciło a potem rozbudziło pragnienie.

Lecz do dziś nie jestem pewna czy wybrałam go ja, czy zrobił to za mnie los.