Jestem zawiedziona wydajnością moich szarych komórek jak i zarówno pracą lewej półkuli mózgu, odpowiedzialnej za funkcje językowe, z którymi sobie nie radzę kiedy jestem przy drugiej osobie. Moja wyobraźnia działa tak jak zawsze, dokładnie tak jak powinna moim zdaniem, niemniej jednak nie potrafię ubrać moich myśli w słowa i wypowiedzieć ich tak, by nie zrobić z siebie idiotki. By złożyć jakieś w miarę sensowne zdanie potrzebuję kilku chwil, tak jak teraz. Piszę i myślę, nikt nie ocenia czy mówię szybko, czy wolno - ile się zastanawiam i w których miejscach się zawieszam. Dlatego najchętniej rozmawiałabym z ludźmi bez pomocy głosu ... Wszystko byłoby w porządku. Nie miałabym wrażenia, że właśnie się zbłaźniłam bo powiedziałam coś czego nie powinnam lub źle złożyłam zdanie czy użyłam nieodpowiedniego słowa. Jest mi głupio tym bardziej, że jestem według innych 'prawdziwą humanistką' ... przynajmniej według tych, którzy mnie czytają a nie słuchają. Moje myśli debatują z głosem.
Nie chce mi się składać liter w proste słowa,
słów w wartościowe zdania, zdań w całość,
która posiadałaby obupolny sens.