Co widzą moje oczy? Moje oczy spragnione różnorodnych barw... widzą BIAŁĄ KUPĘ LECĄCĄ Z NIEBA. Wbrew temu co mówili w pogodzie, wierzyłam, że ten brud z Chojnickich deptaków się roztopi a ja w końcu będę mogła na nogi założyć rolki i gnać chociażby czerwonym chodnikiem na Charzykowo. Tymczasem między innymi przez to co dzieje się za oknem nie poszłam dziś na próbę teatru i nie mam też zamiaru wychodzić gdziekolwiek. Dopiero kiedy obudzę się ze słońcem na twarzy, z promieniami, które nadają rudego koloru moim włosom i które otulą całe łóżko, na którym odpoczywam, wtedy to z uśmiechem wstanę spod kołdry. Nie ważne, którą nogą, nie istotne co się śniło, strugi światła połączone z moimi czerwonymi ścianami zawsze pozytywnie mnie nastrajają. Jak dobrze jest zobaczyć zielone drzewa, na których ptaki budują nowe gniazda. Chcę poczuć smak wiosny, smak deszczu. Kiedy to wszystko budzi się do życia, moja wyobraźnia kwitnie, moją duszę otula gorąca, pozytywna fala niosąca za sobą optymizm, którego nie widać u mnie chociażby dziś. Jeszcze nigdy nie zależało mi tak na wiośnie.
Jebany śnieg. Jestem chora.