Stary list do samotności .

Moje zdolności motoryczne powiek nie są tak zadowalające,  powoli zsuwam się z łóżka i przechylam ciało na drugą stronę.  Po omacku szukam Twojego ciała,  na ślepo próbuję pod palcami wytworzyć choć wyimaginowane ludzkie kształty na wzór Ciebie. Gdybym nie była pochłonięta przez sen, spostrzegłabym, że jesteś tylko tworem mojej wyobraźni. Utwierdzona w przekonaniu, że leżysz tuż obok mnie, szukam dalej. Znajduję Cię na podłodze,  potykam się o Twoje bezwładne ciało, krew przestała krążyć a oddech mój zamarł nad Twoją skamieniałą twarzą. Próbowałabym pocałować ale upadłabym na twarz.
Nagle wszystko minęło, ciało w pokracznej pozie zastygło na kilka chwil. Wtem otworzyłam oczy uświadamiając sobie wyuzdaną samotność, która mnie piecze. W pustych oczodołach poniewierał się już tylko wiatr, przeciąg chłodził moją, jak dotąd, rozpaloną skórę. 
Za oknem burza, na ziemi kropla krwi.
Odzyskuję zmysły i uświadamiam sobie, że jeszcze przed kilkoma minutami wpuszczałam do nosdrzy niewyczuwalne zapachy, dotykałam nienamacalne ciało a teraz, zdaje się,  piszę do kogoś niedostrzegalnego dla moich oczu.
Jest tak zimno.


Zamykam powieki z racjonalnym przekonaniem, że moje oczy ujrzą ukochane kształty gdy tylko do okien zapuka świt. Zasypiam ukojona spełnieniem Twoją obecnością. Ponownie przenoszę myśli do wymiaru gdzie mogę wznowić poszukiwania.