Żegnam Was, me ciepłe ściany, płonące nieśmiałością,
lawiną uśmiechów, burzami namiętności, poezją lśniące.
Tęsknię czule, za czerwonością, rumieńcami oblicz Waszych,
całym ciałem, tchnieniem wartkim, pulsem śpiesznym.
Dziś skóra bieleje na puchu codziennej zamieci,
naga, bezbronna, zrywa ostatnie przebłyski wstydu.
Ze szronem na sobie wita noc i z trwogą oddaje się jej cała.

Bez Was, tworzących ściany moje, marnieję, w oczach więdnę.
Przymarzam do bruku i topnieję zostawiając mokrą, zimną, bezkształtną plamę.