Temperament.
Nie dzieją się wielkie tragedie a życie pisze zaskakujące scenariusze, ale mimo wszystko nie ma w nich psychopatycznych morderców i trąb powietrznych tylko są psychopaci i ludzkie trąby, osoby zupełnie niegodne zaufania i banda idiotów. Płaczę, krzyczę, wyrywam włosy z głowy i patrzę na efekty swego znerwicowania objawiające się postępującą chorobą, ale tak naprawdę jestem kolejną wyolbrzymiającą wszystko, co zastanę na swej drodze. Faktycznie - doświadczyłam spraw niebywałych i okropnych, patologicznych ale jakby na to nie patrzeć ludzie funkcjonują w milion razy gorszych warunkach. No właśnie - funkcjonują z szarganą psychiką i trzęsącymi się dłońmi, tikami nerwowymi, koszmarami w nocy i za dnia, ze spaczoną emocjonalnością, nieufni i niezdolni do miłości. Ze mną nie jest tak najgorzej, nerwica odzywa się, ale to przecież złote czasy dla tej przypadłości, nie ma o czym mówić. Dziwnie postrzegam ludzi, ciężko mi ufać, jestem wiecznie podejrzliwa i zdradzona, marudna, niezadowolona i zaspana. Ale to wszystko nie z hedonistycznych pobudek a przez instynkt samozachowawczy, dom, samotność. To bardzo szkodzi indywiduom mojego pokroju.