Zagłębiam się w ciele, zanurzam niczym liliji kwiat w wodach jeziora po nos, po oczy po pęk włosa ostatniego mego jasnego. Niech mnie opływa na okrągło i w kółko bezustannie. Niech się przeze mnie toczy jak woda całująca przez Ocean Wielki. Niech zginie jesień, niech zginie dzień, poranek i słońce, niech jak skrzypcowa muzyka wnikają we mnie komórki ciała obcego, nieswojego. Nie mojego. Twojego ciała, całującego mnie nocami, pieszczącego zmysły moje i niech mnie kocha, podsyca. Czerwone sny parują spod mych powiek ...