Wstrętna niedziela.

Mimo, że to dla mnie przytłaczające istnieje takie coś jak brak zainteresowania moją osobą. W takim momencie koncentruję w jednym miejscu wszystkie wspomnienia dotyczące sytuacji, które nie kosztowały mnie mało odwagi i wysiłku. Ich, jakby to nazwać, kwintesencja, istota, traci na znaczeniu. Naprawdę nie chodzi o to, że czuję się jak młoda, niedoceniona, niekochana i niezrozumiana nastolatka. Najzwyczajniej na świecie są osoby, wcale nie takie banalne pod względem ważności, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszystkie swoje słowa rzucam na wiatr mimo uszu. Tymczasem przestaję już się użalać nad sobą, co nie jest moim najciekawszym zajęciem. Idę się ubrać i wybywam do Multikina w Bydgoszczy. To moja rekordowa wizyta w Multikinie w przeciągu jednego tygodnia. Swoją drogą, przyjechał tata przywożąc ze sobą niesamowite zespoły, jedne o których pierwszy raz słyszałam a do drugich zaś, wcześniej słyszanych, przekonał mnie bo gdyby nie on, z własnej woli nie przesłuchałabym tych mniej znanych - fajniejszych kawałków. Mam czekoladę. Do widzenia.

Wszystkiego co najlepsze dla Oli, którą bardzo przepraszam za to, że się nie odzywam jednocześnie obiecując, że kiedy tylko znajdę chwilę wolnego czasu dam znać. *całuje w polik*