Słoneczna żałoba.
Trwający dzień upływa raczej pod znakiem pokornej świadomości, ucieleśnienia każdego z dotychczasowych faktów. Strugi słońca komplementują moje proste dziś włosy idealnie współgrając z delikatną bryzą. Delektuję się kawałkami najdelikatniejszej przyjemności i zapijam się Leonem, który zabawnie mi się kojarzy :) Ptaki mi nad głową latają przyśpiewując coraz to piękniejsze melodie, które gdyby miały swoją odrębną nazwę i byłyby klasyfikowane do muzyki współczesnej, byłyby moją ulubioną. Gdzie moje oczy nie powędrują tam się śmieją, tam usta wyginają się na kształt banana, tam poliki unoszą się ku górze i wyglądam dość komicznie, zupełnie jak Joker (brakuje mi tylko ostrego makijażu, którego nie praktykuję na codzień). Moją pasją jest natura, moim hobby, moim zamiłowaniem i słabością zarazem. Aczkolwiek myślę, że nie tylko natura w tej chwili wywołuje u mnie tak pozytywny stan ducha i serca. To prawda, jest żałoba - żal, smutek opanował połowę świata, może i cały. Prawdą jest, że myślę o tym co się stało, dość wylałam łez bo jakby nie patrzeć jestem osobą do granic możliwości uczuciową i nie przechodzę obok takich rzeczy obojętnie, nikt nie powinien tego robić. W głębi serca żałuję i kumuluję smutek, że taka katastrofa miała miejsce dwa dni temu jednak trzeba żyć dalej. Tak, nauczyło mnie to, że muszę brać życie garściami i że nie powinno mnie tu być. Nie powinnam siedzieć na zielonym kocu na balkonie bo w każdej chwili może spaść na mnie meteoryt, za chwilę nie daj Boże może zawalić się blok. Po co siedzieć w miejscu kiedy sekundy niemiłosiernie mijają zabierając mi kolejne chwile życia, które mogłabym wykorzystać będąc ... ... ... :) Tam. Tak, teraz o tym marzę. Tęsknię. Pragnę? ... *opiera głowę na ścianie patrząc prosto w słońce* Znów się uśmiecham mimo, że nie mam przy sobie Ciebie. Mimo, że ta gówniana dzieciarnia spod mojego bloku głośno krzyczy, gdzieś w mojej podświadomości powinien być pan, który cenzurowałby te wszystkie przekleństwa odchodzące z ich ust, nad którymi kumuluje się jeszcze mleko. W pełni zasługują na miano gównianych dzieci, adekwatnych to dzisiejszych czasów... Pocieszam się faktem, że ja mam kolorowe dzieciństwo i rzeczywiście mam co wspominać. Magia dzisiejszego dzieciństwa prysła z szybkością bańki mydlanej, przynajmniej dla dzieci, które pod moim balkonem właśnie symulują, że zabijają się kijami co jest nagrywane telefonem przez dziewczynkę o męskim głosie. Tak naprawdę nie zwracam na nich uwagi :) Kontempluję. Nadal kontempluję. Zamykam oczy i nie wyobrażam sobie żadnego fragmentu przyszłych dni, tygodni, miesięcy chociaż bez najmniejszego epizodu Ciebie jakoby uzależniłam się - tak naprawdę się uzależniłam od perspektywy Twojego istnienia. Z jednej strony jestem rozmarzona ogromnie ale zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam (i tak też robię) traktować to wszystko już poważnie. To był dla mnie nie lada wyczyn uwierzyć w życzliwość drugiej osoby. Nie powinnam snuć wątpliwości, niestety taka moja natura, w krwiobiegu płynie kilka niedowierzań. Robi się zimno. Czas na mnie.